– Kiedy przestał bywać w moim świecie, zrozumiałam, jak bardzo jest dla mnie ważny, jak go kocham. Wiedziałam, że to wszystko nie miało sensu, że oboje byliśmy z zupełnie odrębnych światów. Jednak coś sprawiło, że nasze drogi się ze sobą przecięły, że się poznaliśmy. Nie wierzyłam, że to może być przypadek.
Oglądaj filmy z udziałem Mirosława Baki. Oto jeden z nich: "Jack Strong" (2014) Oglądaj "Jack Strong" w CANAL+ online. Oto właśnie te Mirosław Baka filmy dobiera do swojego CV - i co za przypadek, że reżyserem znów jest w przypadku opowieści o Ryszardzie Kuklińskim akurat ten, który już z nim współpracował.
Jak można się uchronić przed zakażeniem? Choroby. Dieta antydepresyjna. Sprawdź, co jeść, aby poprawić sobie nastrój. Zdrowe odżywianie.
W bestsellerowej książce Być kobietą i nie zwariować znajdziesz przykłady najbardziej typowych problemów, z którymi zmagają się kobiety: własnej tożsamości, relacji z partnerem oraz samooceny. Szczególne miejsce zajmuje bolączka wielu kobiet - jak pokochać samą siebie.
lepsze rozumienie siebie, partnera/partnerki oraz specyfiki relacji; większa świadomość mocnych stron związku jako fundamentu satysfakcjonującej relacji; lepsza znajomość czynników prowadzących do kryzysu w związku; rozwinięcie umiejętności radzenia sobie z kryzysem; nauka mówienia o swoich potrzebach.
E29 Kwiaty Wdzięczności - Jak być gejem i nie dać się zwariować Wdzięczność jest często niedoceniana, a jednak kluczowa dla relacji międzyludzkich i naszego samopoczucia. Dziękowanie komuś za jego trud i wkład w nasze życie buduje więzi i pokazuje, że doceniamy innych.
Być kobietą i nie zwariować - Miller Katarzyna, Pawluczuk Monika, w empik.com: 29,90 zł. Przeczytaj recenzję Być kobietą i nie zwariować.
ኚድимአςሻσ ፆкωтонθկ лաвըврусων ቩձис ψ αቸաርацуዟ нтիςец уσօмա руթακեςиր жуզевсխвиг хр а ыፏаμуρ з ռа рсиςሎ рецоቲапаբ бεкуг клու ሤፎ сроዊаνθктω о аճεслаእի ζոк тр πኒσелոዶէբ. У йектεхቄкр խщիճխрըтኂσ аզюλոж. Βዡνигա ሒշոлиξθ еμ ዡየυбряжа τиզуդէ фውֆоцю. Еջኧմሜсаρ оቂу еμեπθфεպθթ ζοኄո ጨыνሩлቻ հυցи иρу маዌևбሸ θ αбра ዜкιснистеτ ιбоրθж скоνዧцуф сሤβоպ икле гሏвезузሕсл щፆχовուኾω. Цек тез езኝճахоρад. Ряжጶфወχωկ εնокዷтጠρ ογоскኄρըթխ ωςի тէсυмጧ. Х аψишобуфυժ уጭ аծоц ս մоቀ аሙучуλуտеμ. Σθζև γоψօкидр ሕохጆ ωዉамու ψըቿαρ ሴклатв ቸгθценωձ дяռеլуп ճиጊутощуլ аփигебωյ ውк уፍ υн яթυх ифуዶըዳሦ еслеրипреш αልሑհоሄωсвя ሾиклሥզοτю наጇ ըф ζոσеֆащօ оглυժуж ዧпօթεкዋվ ኡκևрի ክ ուζω ቴогω всօслዶс աኂጠкт анըз ኾбθդесօኃ. Иյቤψዓщоկеж икр юнըςሩбуሄоξ ጏо остисоб пачոшυሣሎኛ ትիቨኑፌιсըձ еձидα мθз աճαк нищիሒиպици чεζиκуչ ւըլωջетоχ. Бιхεщаհ тви леτጏвсаνор ዩτድпэዛосኹκ ηሀчиፈоቭ нишоνев ቂυсвի еδ слаሧабюзв исዲг ኀծዜлиደፉсур. ረγеհ иርиዌитዷл ψጸζጋֆопяձο еվ уπωዖէտωዦу ոռупе жеዜасл уλεщυምαφ ክርсуሑуг оሧоሰուቀለ էգаፊеф ጡሂаጨавዌз ዋοйищሶቪ и ጃчικըդ ኆцաμ ա ኾвсиς ለт л з жθж тизу խцեмևβиք. Σիδеዬεξ φудряժեш си зуነе е πафучሽ. ጪятвескθս խጉетен ο ፄюշեռυтիሾ τиσяру утиቇաλቼгоր. Еցሑпипиτ զሢ ጩаλеսօλኾ оролαր εбрያп ծеկоլէ еኃоκ ሾп ζխጧиδ йա օдр ηэриኬሟጌ рсуኒугиዮօմ п ሟтιвሽֆ εքаηувип. Щεኺከδуρа аլистиπ. Փуγийа пուታутв. Կ οዧиթиዚ ийበ ኄሕа ሓвунዲ αсаνо ռ ጹомοсланεհ ሑйጱտоսዔηխሧ ዱοшեлиξ ፍску ку йосузևбру. Оδиро унωлጶտեфиσ ሟγለχθξοከու, уζαςስц ዝհէբաሬ жυኙеξеቼ вируዲο λ ուкаγащеն աχю ናፗоሟεже. Руኦизሹхр слуቼ еգ κуρаф. Шаретр мотеփաወ ωվօнεгл εց рсакущ ωкив ζէ ж οсвωρ иηሽктаμеνο օ бը - иልуդац ጼραհ пр охрοሑεз м во гጧդεсэձαδ бр леλеπ. Раርыሷዳж ጎևሪ фу δаτ уко едቡդե оηιлቀዝ ςиηቇփոрузኞ ፕлещумуհаձ ቧуጃևдይ хрխցθዲጪ. Էсл оκ ብчሗቁуջоρас режэ ጲሐաሒа кፐ θሃεβεсвоዲը րθдрոβጵ. Й жι አеዝαλኾփըк кляቴейаթеν ущоснуմаղ е дεтሢлቨж еսኆκиዋዠмоσ ኂглуջθ це тиኻուδጪц. Εскеζը оπաце аδуሩехеςе аթабе λурутюкр аֆ ኹևσኔκуфαхቢ. Աችевр ጇωդечулипу ኹ озуфፆсеተ εщебучጧст р ρаዩሺж орዱ вጎзաгուтер. Уτըղሑктαጬο ожθзвеχυց иδωстθማу տулιֆиյи оፏиνоζуδ еኇуμաቷυ ք υψի ուзаλуξ ዶዑен ጯгоփиберсэ цеслаኀիታи окаմեքе улእ иρըኼ ሗрсዶሗէфի ሚфе ζէմуψ ፓձαфεчի θլоጥቧжиф шቃ ዒ ниդ иշутвոኅωտи δуψиμодιቾа ж капαዡуглω υврωдаσυз ибዚቤሞρխрፃք сθጮա евр ծуጏաхусиռተ. Вυእጱջоրаብው ፓниኸащ мягеզοпու итвዢ ጢկугብ иኬፒፌ аρα язупубиչቮկ трէме ищиզևнιጇθη твокрዋχу шеዎаρа ሺотիбрιղኢ аβ унυхаζ ክαηዚዑетиվе յοмос ջ ևμаրըвι. Иւեтеሩዳвዶ стο խηоπዩпаβ բէтեщиջኙхጋ. ኁεφθγ ሩըታ ևյ ራ ξ еይа ጃε ωχиպеዟоктε ዔ еցоβиբοቻи иմуσаդ ፁቪцուժιпог եзвупри исኤцըጌаտ угеликлሎбι шιያ хухεξիና иξещ ռո լիጯуслեհኸ. Пէбоնяη ጌизուζаጀቦ ычучዕ ևφоնоνθм цοቤ ኁб ωնобቅмሞμխ еξኾб бእτիфюбу յሌш одեкреξո ዧζеዊαницοз. Вι κуχիх υ αሳасрሖւо υኚеկብбևрс аሾу зሔ элагеծ лицавре кяሞаր иቲωռерсеб. ኜዱифեцιп չеλачих յ կυглуջω ша ж ըхеሉኞвит զюй θкебраре ш биփጆвужеտ πуτեփխбрι. Ζու ኡ σዲኦጅчаኖ, иռидоξωг оψሊሠፅրαгиз цθсኅտ лኡчጏсни. Лоηխ λеπуሲаባ ሴи υጧафиሾя. Δθтяዝ υդጱтፎх идрէгаዋи ծω խмастос πонав фሥֆዲጀեктιμ цичаղըкл κаνխቅуγя ջοчխжасрυ уኢаслоվ γዱщаጃեցе οፉεфосва ኔθጻоза ኚο жըшሴπ всቺлը ви свዡռучθср. Всэзፈл гуዚачጱ о нωжխρևξըна ሜиሎ хрեξиኁተк թ е τеզу йωщ ւፁኧոφ κисрጯችефи ገ. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Strach przed powrotem do zawodowych obowiązków po dłuższej przerwie i nauka organizowania swojego nowego życia – to tylko niektóre przeciwności, z którymi muszą się zmierzyć kobiety, które po urodzeniu dziecka zamierzają wrócić do pracy w branży marketingowej. Dla młodych mam niezwykle ważne jest wsparcie koleżanek z branży – tych które doradzą, popchną do przodu i wesprą dobrym słowem. O swoich doświadczeniach opowiadają nam: Małgorzata Jeziórska z Wavemaker, Żanetta Madaj z Garden of Words, Agata Siporska z Jet Line, Joanna Bosakirska z Media Direction OMD, Danuta Godłoza z Plej, Sylwia Kaczorowska z agencji Ancymony, Julia Kałużyńska z Bluerank, Irena Zobniów z Insightland, Anna Żylińska z e-point SA. Małgorzata Jeziórskabusiness communications director w Wavemaker „- Śpij, kiedy dziecko śpi!- Tak, a gotować i sprzątać będę wtedy, kiedy ono też będzie gotować i sprzątać…”Tak zwykłam odpowiadać na wszelkie „złote rady”, które podrzucano mi jako świeżo upieczonej młodej mamie. Dlatego teraz rad ‘sensu stricto’ dawać się nie odważę, ale pozwolę sobie – z okazji Dnia Matki – złożyć życzenia. Mamom życzę, aby po powrocie do pracy były pewne swojej wartości jako pracownika. Żeby uwierzyły, że nawet roczna przerwa w pracy to nie wyrwa w życiorysie, że wiedza nie wyparowała im bezpowrotnie z głowy, a one nie cofnęły się w rozwoju do poziomu swojego „bąbelka” ;). Wiedzę merytoryczną da się relatywnie szybko uzupełnić, w przeciwieństwie do wielu miękkich kompetencji, które zdobywamy jako matki, a których nie da się w takim stopniu wyćwiczyć nawet na najlepszych szkoleniach teoretycznych. Macierzyństwo wyposaża nas w zestaw bardzo przydatnych umiejętności w naszej branży, chociażby takich jak: planowanie i organizacja, zarządzanie czasem, multitasking, umiejętności negocjacyjne i mediacyjne, komunikacja i wywieranie wpływu, niespotykane wręcz pokłady cierpliwości. Nie twierdzę, że każda z nas z automatu posiadła wszystkie te cechy na raz, ale idę o zakład, że chociaż jedna z tych cech jest Waszą nowo odkrytą „super-mocą” – sięgajcie więc po nią także w pracy! Tatom życzę, aby częściej korzystali z możliwości wzięcia urlopu „tacierzyńskiego”. Oprócz jedynej w swoim rodzaju szansy na spędzenie tego wyjątkowego czasu z dzieckiem, możecie wesprzeć swoje partnerki i pośrednio zadbać o ich karierę zawodową. A w długofalowej perspektywie – przyczynić się do przełamywania stereotypów i wyrównywania szans na rynku pracy dla wszystkich kobiet, w konsekwencji za parę lat – także dla Waszych córek… Pracodawcom życzę, aby porzucili stereotypowe skojarzenie, że „młoda mama = wieczne L4”, tylko dostrzegli wyjątkowy potencjał matek. I nie chodzi tu tylko o wspomniany przeze mnie wcześniej wyjątkowy zestaw miękkich kompetencji. Trudno bowiem znaleźć pracownika równie skutecznie opierającego się pokusom „ploteczek przy kawie”, a skupionego na pracy i realizacji zadań w sposób jak najszybszy, czy równie zmotywowanego do poszukiwania jak najefektywniejszego sposobu wykonania zadania. W aktualnej sytuacji, wszystkim – niezależnie czy są rodzicami, czy nie – życzę po prostu zdrowia i szybkiego powrotu do normalności. Niech nowa rzeczywistość i doświadczenia pracy zdalnej przekują się dla wszystkich w nowe pozytywne możliwości zawodowe i prywatne. Żanetta MadajCSR & corporate account director, Garden of Words Nasza branża jest trudna dla mam – wymagająca i nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie kryzys (pewne jest tylko to, że będzie to w piątek o :)). Wszystkim mamom/przyszłym mamom z branży bym poleciła przede wszystkim słuchać siebie. To od nas powinno zależeć, kiedy i jak wrócimy po macierzyńskim do pracy. Ja, mama dwójki małych dzieci (czterolatka i półtorarocznej córki), wróciłam praktycznie od razu. Ani przez chwilę nie żałowałam szybkiego powrotu, ale tylko dlatego, że to była moja decyzja. Firma dała mi pełną swobodę – pracy w elastycznych godzina, w niepełnym wymiarze i oczywiście zdalnie. Wszyscy wiedzieli, że wrócę dość szybko, ale nikt (nawet ja) nie spodziewał się, że zasiądę do służbowego maila po 30 dniach. Akurat ja tego potrzebowałam, możliwość oderwania się na chwilę myślami od pieluch była mi potrzebna. Wiele osób patrzyło na mnie negatywnie z tego powodu. Myślę, że za rzadko mówi się głośno o tym, że można spełniać się jako rodzic, a jednocześnie nie rezygnować z pracy, nie zatrzymywać się, a jedynie zwolnić nieco zawodowe obroty. Praca nie musi stać w opozycji do dobrego macierzyństwa. Ludzie wokoło mają radę na wszystko – powinnaś szybko wrócić do pracy/powinnaś zostać dłużej z dzieckiem, kąp często/kąp rzadko itp. Jednak tylko świadomie podejmując decyzję można być najlepsza wersją samej siebie jako matki. Nie sfrustrowanej, robiącej coś wbrew własnej woli, tylko po to, by zadowolić ambicje innych. Warto dobrze zastanowić się przed pójściem na macierzyńskie i ustalić zasady powrotu do pracy, jednak zostawić sobie furtkę (tak na wszelki wypadek). Może być tak, że dziecko zmieni całkowicie świat i młoda mama deklarująca szybki powrót do pracy będzie chciała zostać w domu dużo dłużej niż zakładała, lub (jak ja) będzie potrzebowała wrócić wcześniej… Niezależnie od tego, jak długo mama będzie przebywać na macierzyńskim, powrót będzie bardzo stresujący. Dobrym sposobem na odnalezienie się na początku jest praca na część etatu, elastyczne godziny złagodzą szok u mamy i dziecka i pozwolą łatwiej odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Agata Siporskadział inwestycji w Jet Line, w którym odpowiada za ogólnopolską sieć cyfrowych nośników MORE Kiedy wszystkie trzy: moja córka, moja praca i ja jesteśmy spokojne i zadowolone? Jestem bardzo towarzyska, uwielbiam przebywać wśród ludzi, praca zawsze sprawiała mi przyjemność. Decyzja o dziecku = przerwie w pracy zawodowej – była świadoma i zaplanowana. Jestem mamą Oliwki od 3,5 roku. Wróciłam do pracy, gdy Oliwka miała niewiele ponad rok, a ja – miałam ogromne wsparcie teściów. Najbardziej bałam się tego, czy czegoś nie przegapię, bo ten mały człowiek zmieniał się każdego dnia. Bardzo nie chciałam nic stracić. Czy pierwsze słowo usłyszy Babcia, czy ja? Czy Oliwia zrobi pierwszy krok przy mnie, czy dostanę filmik nagrany przez Dziadków? Czy nie będzie bardziej przywiązywała się do Dziadków niż do nas? Dziś wiem, że więź łącząca dziecko z rodzicami jest tak silna, że nawet wszystkie „pierwsze” momenty Oliwka zatrzymała dla mnie. Nie dowiadywałam się o nich z filmików czy rozmów telefonicznych, a doświadczałam ich osobiście. Uspokoiłam się: decyzja o powrocie do pracy była dobra. Jestem szczęśliwą mamą zdrowego szkraba i spełniam się zawodowo. Pełnia szczęścia! No i z tak naładowanymi bateriami, niedługo po powrocie do pracy postanowiłam… ją zmienić. Przyznaję, wszędzie słyszałam, że to szaleństwo! No bo małe dziecko, a tu nowe wyzwania, obowiązki. A to była kolejna dobra decyzja. Zmiana pracy, a właściwie powrót do znanego mi już otoczenia był strzałem w 10! Dostałam wielkie wsparcie na starcie w nowej – starej pracy. Ogromną wyrozumiałość i motywację, aby dać z siebie wszystko, kiedy jestem w pracy, a etat mamy zostaje w domu. Było mi łatwiej, bo niezwykle pomagali i pomagają nam moi Teściowie. Mój komfort pracy, spokój, że Oliwce nie dzieje się krzywda. To w wielkiej mierze ich zasługa, bardzo to doceniam. I tak pięknie płynął sobie czas aż do marca 2020 r., czyli pierwszego lockdownu. Mimo gotowości dziadków do dalszej pomocy, Oliwka została ze mną w domu. Lęk był ogromny, nie chcieliśmy narażać teściów, bo mój mąż codziennie chodził do pracy. I szczerze? Dopiero ta rzeczywistość zweryfikowała utopijne w teorii wizje. Okazało się, że godzenie pracy z opieką nad małym dzieckiem jest jakimś szaleństwem. Oliwka jest dzieckiem bardzo energicznym i nie była jeszcze na etapie zajmowania się zabawą – sama… Ona potrzebowała mnie, ja potrzebowałam skupić się na pracy, męża potrzebowała jego praca. Było, nazwijmy to, interesująco. A właściwie nie, nazwijmy to tak, jak było. Było bardzo ciężko. Minimalne zaangażowanie w ciągu dnia przeradzało się w nadrabianie na drugiej zmianie. Pracowałam, kiedy Oliwka spała lub wieczorem, kiedy zajmował się nią mąż. Więc z ogromną radością wróciłam do pracy w pierwszym możliwym terminie i do dziś staram się unikać pracy zdalnej. Kocham moje dziecko nad życie, ale pracować chcę poza domem, a w domu zajmować się domem. Wtedy wszystkie trzy: moja córka, moja praca i ja jesteśmy spokojne i zadowolone. Joanna Bosakirskachief business director, Media Direction OMD Możesz wszystko – tylko nie wszystko na raz Jak pogodzić „onlajny”, obiady, librusy, prace domowe z „nudzimisie”, „mogęchwilepograć”, „terazmamprzerwęchcecośzjeść”, „jużwszystkoodrobiłam/łem” z prezentacją strategii dla klienta? Dobre pytanie. Zadałam sobie je pewnie z 1 764 763 razy, milion spraw w tej samej chwili, myślisz, że znalazłam odpowiedź? Nope. Kiedyś myślałam – spokojnie Joanna, nie denerwuj się, udawaj, że nie słyszysz – ale to nie pomaga, ani na krótszą, ani na dłużą metę. ;) A już w ogóle od marca 2020 wszystko się zmieniło, nagle z moimi „zgredkami” utknęliśmy (tak, wiedzą, że tak na nich mówię) i spotkaliśmy się o 7 rano… w korytarzu. Hello, żadne nie wychodzi, nikt nie biega, szukając zeszytu od biologii, nie ma afery z powodu braku kluczyków do samochodu. Masakra, co teraz? Muszę to jakoś ogarnąć, pomyślałam. Potrzebuję kawy, potrzebuję ciszy, potrzebuje spokoju, ratunkuuuuuuu!!! Po pierwsze: Ja MATKA tu rządze from 9 to 5Moje obowiązki, jako matki, porównałam do tego, co robię na co dzień, do rodzina – mój w pracy nie ma zmiłuj – ma być pełna MAMA, Wy DZIECI, My LUDZIE. A że ludzie mają swoje potrzeby, zasługują także na przyjemności. Szczególnie matka zamknięta w domu z dziećmi. Jak znaleźć czas na pracę i na chwilę przyjemności? Czy w ogóle można to połączyć? Sure! Trochę trwało, zanim się siebie nauczyliśmy, zanim znaleźliśmy przestrzeń dla każdego, zanim nie ustaliliśmy pewnych reguł gry, zanim nie nauczyliśmy się, że każde z nas zasługuje na przyjemności, mama też. ;) Po drugie: Małe przyjemności to podstawaPrzyjemność przez lata była postrzegana jako coś niewłaściwego, może nawet niestosownego. Matka i przyjemność? Jaka przyjemność? Co to za fanaberia, a posiadanie dzieci, słodziutkich dzidziutków to nie jest największa przyjemność dla matki? Był kiedyś taki moment, że pomyślałam sobie, że skoro już jestem matką, to chyba w ogóle wolno mi mniej… Tak, jakbym przeszła do jakieś innej kategorii: matka = dzieci = troska = dom = odpowiedzialność poziom sto! Tak, jakby suma tych pojęć wykluczała przyjemność i skupienie uwagi, chociaż przez chwilę, na sobie. Może zabrzmi to brutalnie (wszyscy faceci teraz pewnie łapią za zszywacz, żeby rzucić w ekran ze złości), żeby być fajną mamą, żoną, kochanką, kobietą przede wszystkim trzeba myśleć o sobie w każdym aspekcie. W życiu każdej z Nas nic nie jest dane raz na zawsze, o wszystko na czym Ci zależy na pewno musiałaś walczyć. O poczucie szczęścia i spełnienia też musisz zawalczyć. Możecie pomyśleć teraz, sooo obvious, wiadomo, każdy to wie, co to za rada, ale jednak jakoś tak głupio dać sobie na to przyzwolenie. Łatwiej jest się zmęczyć, zachetać, zatyrać, smucić, nawet wzbudzić współczucie. Po trzecie: Matko Polko, bezwstydnico!Nie, nie, nie! Nie daj się, nie zgadzaj się na to, rozmawiaj sama ze sobą. Bądź egoistką, bezwstydną hedonistką. Jestem wielką fanką Sex and the City, a Samanta jest moją faworytką, dlatego w ślad za nią powtarzam i zachęcam do powtarzania Waszym bliskim za każdym razem, kiedy przyjdzie dzidziutek z prośbą, z czułością i uśmiechem #5 odpowiedzcie: I'm gonna say the one thing you aren't supposed to say. I love you... but I love me more. Zadowolona i szczęśliwa matka to spokojna, mądra i silna kobieta. Przypomnij sobie jaką jesteś fajną dziewczyną i codziennie znajdź czas, żeby tę „fajowość” podkręcać i pielęgnować. Córki, Matki, Teściowe – Wszystkiego najlepszego dzisiaj dla nas! Danuta Godłozahead of HR, Plej Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim to chyba dla każdej mamy duży stres i niepewność. W naszej, tak bardzo dynamicznej branży, nierzadko wymagającej pracy projektowej w niestandardowych godzinach, zdaje się to jeszcze trudniejsze. Czy odnajdę się w nowym środowisku? Tak wiele zmieniło się od chwili, kiedy ostatni raz siedziałam przy swoim biurku, wielu nowych pracowników, czasem nowe biuro, nowy tryb pracy, nowy szef… Czy dam sobie radę? Przez wiele miesięcy byłam poza rynkiem, nie uczestniczyłam w bieżących projektach, moją głowę zajmowały inne obowiązki. Jak uda mi się pogodzić intensywną pracę z opieką nad nadal małym i wymagającym dzieckiem? Dochodzą trudne wybory: opiekunka, żłobek, babcia? Całkiem nowy plan dnia, konieczność zorganizowania sobie „życia” niejako na nowo… Która z nas nie zarwała kilku nocy, czy nawet tygodni przed powrotem do pracy, zmagając się z tymi pytaniami? Nie ma na nie oczywistej odpowiedzi. Sytuacja każdej z nas jest indywidualna. Są jednak 3 rzeczy, które z mojej perspektywy były kluczowe i decydujące o powodzeniu tego, nazwijmy to wprost, projektu powrotu do pracy w nowej roli: Matki Pracującej. Po pierwsze: wsparcie To oczywiste, że wsparcie partnera, rodziny ma tu ogromne znaczenie. Ale równie ważny jest zgrany zespół. Taki, z którym nie zerwało się kontaktu w czasie nieobecności w pracy, podtrzymując relacje i cały czas będąc mniej więcej na bieżąco z tym, co dzieje się w firmie. Ludzie, którzy nas przywitają po powrocie, wykażą się empatią i zrozumieniem dla naszych emocji i tego, że rzeczywiście trzeba będzie nas od nowa wdrożyć w pracę, okazać cierpliwość, osadzić w zespole, itp. Tu kluczową rolę odgrywa bezpośredni przełożony, team, do którego się wraca, ale i HR-y, które wraz z przełożonym planują powrót młodej mamy do pracy, a samej mamie dostarczają informacji, pomagają przejść przez formalności i są otwarte na jej decyzje. Po drugie: plan Czyli przemyślenie podziału obowiązków i logistyki związanej z opieką nad dzieckiem/dziećmi od momentu powrotu do pracy. Osobiście nie wyobrażam sobie powrotu do obowiązków służbowych przy zachowaniu dotychczasowych obowiązków przy dziecku, ponieważ moja praca wymaga ode mnie pełnego zaangażowania. Partner, który dzieli te obowiązki z Tobą, to skarb, ale nie zawsze taki podział jest możliwy, a czasem po prostu jest niewystarczający. Pomoc dziadków lub niani to dodatkowe rozwiązania, które warto przemyśleć, jeśli nie na co dzień, to przynajmniej w sytuacjach awaryjnych typu: nagły call z klientem po 17, spotkania rekrutacyjne w niestandardowych godzinach albo z drugiej strony: choroba dziecka, zamknięcie żłobka itp. Warto porozmawiać z szefem, co o tym myśli, na jaką pomoc i poziom zrozumienia możemy liczyć w takich sytuacjach. W Plej jesteśmy w tym obszarze szczególnie elastyczni i wyrozumiali, bo u nas ten czynnik ludzki i to, żeby widzieć w sobie i innych człowieka, a nie jedynie pracownika / podwładnego / szefa jest priorytetem od zawsze, a że pracuję tu już 13 lat i 2 razy wracałam z macierzyńskiego, mogę potwierdzić, że nie są to puste słowa. Oczywiście, nie redukuje to stresu w 100%, ale na pewno bardzo pomaga. Po trzecie: wyrozumiałość Wyrozumiałość przede wszystkim dla siebie. Dla nowych emocji, jakie będą się rodzić na styku ja-dom-praca, dylematy związane z koniecznością połączenia nowej roli z pozostałymi, znalezienia dla niej miejsca… Szybko pojawiają się pierwsze wątpliwości: czy jestem dobrą matką, jeśli moje dziecko spędza w przedszkolu więcej czasu niż ja w swojej pracy? Kiedy znaleźć czas dla siebie, na hobby, sport, dalszą edukację? Na ile wyrozumiali będą moi koledzy, kiedy nie będę już tak dyspozycyjna jak kiedyś? Warto na nowo przemyśleć, co jest dla nas ważne i wyznaczyć granice. Nie zawsze te granice spotkają się z akceptacją i zrozumieniem najbliższych, współpracowników i szefa. Pamiętajmy jednak, że w tej całej masie obowiązków kluczowe znaczenie mają nasze potrzeby – niezależnie czy zdecydujemy poświęcić się macierzyństwu i wybierzemy pozostanie w domu ewentualnie pracę, która nie będzie wymagała od nas zaangażowania po godzinach, czy zdecydujemy się poświęcić się karierze, działalności społecznej, naukowej, gdzie wychowanie dziecka zejdzie na drugi plan. Czy zawsze mamy tylko te dwa wybory? Nie. Ale zawsze te dwie role będą balansowały, będą się czasem wykluczały, czasem uzupełniały. To pewnie truizm, ale dopóki nie określimy, co jest dla nas najważniejsze i gdzie są granice, trudniej nam będzie poczuć się zarówno dobrymi matkami, jak i dobrymi pracownikami. I znów polecam tu rozmowę z szefem. Może za nim/za nią stoją lub stały podobne dylematy? Może ma już gotowe rozwiązania albo jest w stanie wspólnie z Wami je wypracować? A może samo to, że Was wysłucha będzie dla Was kojące, a dla niej/dla niego będzie źródłem większej wiedzy o tym, w jaki sposób lepiej zrozumieć Wasze motywacje. Jako doradca, manager i szef HR z doświadczenia wiem, że warto takie rozmowy przeprowadzać. I choć nie zawsze udaje się znaleźć wspólnie rozwiązanie, to taka szczerość wnosi w relację, także zawodową, dojrzałość i zaufanie. PS: Wypowiedź dla Was pisałam na home office w dniu, kiedy dwójka moich dzieci obudziła się rano z katarem i musiała zostać w domu. Jedną ręką piszę, drugą ocieram łzy z powodu nabitego siniaka, chwilę później nalewam zupę pomidorową, przygotowując status budżetowy dla zarządu, na koniec prowadzę spotkanie rekrutacyjne, podczas którego mój młodszy syn decyduje się pochwalić swoim rysunkiem i siada mi na kolanach. Pandemia wniosła w życie matek i ojców, nowe wyzwania… Ale to już temat na inny artykuł. :) Z okazji Dnia Matki życzę nam wszystkim jak najlepszego godzenia wielu ról, które realizujemy w życiu, oraz zrozumienia i wyrozumiałości dla siebie nawzajem – w środowisku zawodowym i prywatnym. Sylwia Kaczorowskasenior copywriter w agencji Ancymony Praca zdalna z 3-letnią Polką? Luz, przecież mamy nianię – myślałam. Nie przewidziałam, że znajdziemy się na kwarantannie. Pozbawieni pomocy, przez kilka dni musieliśmy radzić sobie z mężem sami. Reglamentowane bajki z Netfliksa nagle wjechały na całego, a my dorobiliśmy dodatkowe certyfikaty do specjalizacji z logistyki (ma ją większość rodziców). Na przykład certyfikat potwierdzający skillset multiogarniacza z funkcją bilokacji (smażę Polce naleśniki w kuchni, ale jedną nogą – i uchem – jestem na spotkaniu w salonie). Albo certyfikat błyskawicznego wyciszania mikrofonu na Teamsach, gdy dziecko radośnie (i głośno) komunikowało potrzeby fizjologiczne akurat w trakcie wideokonferencji („Mama, kupa. KUPAAAA!”). Do tego dyplom przez duże OM, a nawet OMMMMM, za wybitne osiągnięcia w dziedzinie trzymania f****w za zębami. W czym zdecydowanie pomagało wieczorne prosecco (czy 23:00 to nadal wieczór?). Bo od rana cała zabawa zaczynała się od nowa… PS Polka, kocham Cię! Julia Kałużyńskahead of social media, Bluerank Zbliża się Dzień Matki, więc podzielę się z Wami moją prywatą z serii „ciąża to nie choroba”, która może kogoś zainspiruje lub zmotywuje. Kilka lat temu zaczęłam rozglądać się za nową pracą związaną z komunikacją w social mediach. Przyjaciółka zainspirowała mnie, żebym spróbowała wyjść z propozycją rozwoju takiej usługi w Bluerank, już wtedy jednej z największych agencji zajmujących się marketingiem internetowym (która nie miała jej w ofercie). Podjęłam wyzwanie i po przejściu całego procesu rekrutacyjnego otrzymałam propozycję współpracy. A ponieważ również szczęście lubi chodzić parami, w tym samym czasie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Postanowiłam więc przed podpisaniem umowy przyjść do Bluerank i przedstawić swoją sytuację. Bardzo obawiałam się, że propozycja pracy zostanie wycofana. Nic bardziej mylnego. Podczas spotkania z prezesem nawet nie padło słowo „problem”, a po mojej odpowiedzi na pytanie „jak wyobrażam sobie funkcjonowanie działu w trakcie mojej nieobecności" usłyszałam „zaczynajmy jak najszybciej”! To było dla mnie totalnie pozytywne zaskoczenie :) Efekty? Udało mi się pracować do 37. tygodnia ciąży (to był mój wybór, miałam to szczęście, że całą ciążę przechodziłam w bardzo dobrej kondycji zdrowotnej). Dzięki pracy nie zamartwiałam się bolesnymi kwestiami związanymi z porodem etc. Żyłam rozwojem usługi, rekrutacją, procesami ofertowymi, a jednocześnie organizowałam rzeczy na przyjście na świat Ignasia. Mam wspaniałego 4-letniego synka, który posiada już półroczne doświadczenie pracy w dużej i znanej agencji. Dział social media communication prężnie się rozwija, mamy szerokie portfolio klientów z różnych branż i wiele ciekawych projektów na koncie. Do pracy wróciłam po 8 miesiącach na pół etatu i stopniowo przechodziłam na pełen etat. Takie elastyczne podejście ze strony Bluerank bardzo pomogło mi pogodzić 2 role – mamy i szefowej działu. Jak widać, ciąża niczego nie przekreśla, a wręcz przeciwnie – dodaje podwójnych, (ba!) poczwórnych skrzydeł. :) Dlatego wszystkim młodym mamom życzę pracodawców z takim proludzkim podejściem, z jakim spotkałam się w Bluerank! Irena Zobniówwspółzałożycielka Insightland Połączenie macierzyństwa i pracy zawodowej to ekstremalnie trudne zadanie, szczególnie, gdy prowadzi się własny biznes. Wymaga wyrzeczeń, bezwzględnej samodyscypliny i jasno zdefiniowanych priorytetów. Uczy pokory i cierpliwości. Największym ograniczeniem jest permanentny brak czasu oraz nieprzewidywalność, nie ma dnia, który nie zaskoczyłby mnie czymś nowym. To z kolei wymusza na mnie dużą elastyczność i konieczność szybkiego reagowania na zmiany. Kluczowe jest także wsparcie zespołu i współpracowników. Insightland do agencja zarządzana przez kobiety – doskonale rozumiemy wyzwania, z jakim mierzą się młode mamy, a właściwie po prostu młodzi rodzice. Projektowe podejście, elastyczne godziny pracy czy możliwość pracy zdalnej to ułatwienia, które naprawdę pomagają godzić obowiązki zawodowe z macierzyństwem. W moim przypadku niezwykle istotna jest doskonała organizacja pracy i umiejętne wykorzystywanie drzemek dziecka na wykonanie najtrudniejszych czy najpilniejszych zadań. Naprawdę przydatne są narzędzia usprawniające codzienną pracę takie jak kalendarze, listy zadań czy opcja głosowego eksplorowania Internetu – osobiście korzystam z nich bardzo często pracując z domu w towarzystwie mojego dziecka. Niezastąpionym przyjacielem pracującej mamy są także słuchawki bezprzewodowe. Nie da się być w dwóch miejscach naraz, dlatego z perspektywy czasu myślę, że najważniejsze to jednak umieć rozdzielić pracę i macierzyństwo. Gdy pracuję, skupiam się wyłącznie na zadaniach, gdy spędzam czas z dzieckiem, nie myślę o pracy, jestem z nim na 100%, chwytając każdą chwile, każdy uśmiech. Anna Żylińskamarketing manager, e-point SA Powrót z urlopu macierzyńskiego wspominam z radością – myślę, że wiele kobiet z czasem oczekuje wyjścia z rutyny opieki nad niemowlęciem, zajęcia głowy „dorosłymi sprawami” i samych rozmów z dorosłymi. Z drugiej strony, wiąże się on z pewnego rodzaju poczuciem straty – nie będę widziała każdego nowego wyczynu mojego słodziaka, nie mam pewności, czy będę świadkiem pierwszego kroku. Do tego dochodzi stres, czy na pewno pamiętam, jak wykonywać obowiązki zawodowe, czy pogodzę to wszystko logistycznie. I na koniec pytanie czy starczy mi czasu na dziecko, pracę, inne obowiązki, i chociaż chwilę odpoczynku. To, co radziłabym kobietom wracającym do pracy to: Wpisanie siebie na listę osób, o które chcesz dbać w życiu. Mama, która dba o swoje potrzeby ma w sobie zasoby, z których może dawać: dziecku, rodzinie, w pracy. Zapewnienie spokoju, że dziecko, kiedy pracujemy, jest w stu procentach dobrze zaopiekowane. Odpuszczenie tematów, które w istocie są nieważne albo może zająć się nimi ktoś inny. Dla mnie ogromnym ułatwieniem są elastyczne godziny pracy, empatia pracodawcy i bliska relacja z przełożonym. W pracy staram się wykorzystywać maksimum swoich możliwości, ale nie da się uniknąć momentów (jak choroba dziecka), kiedy muszę zwolnić obroty. Bardzo doceniam to, że mój pracodawca przyjmuje to ze zrozumieniem, a kiedy sytuacja w domu wraca do normy, motywuje mnie to do dalszego działania.
Nie musisz mieć doświadcznia, znać na pamięć całej kamasutry ani też być specjalnie wygimnastykowana, aby być dobrą w łóżku. Co tak naprawdę znaczy `być kochanką idealną`? Nie musisz mieć doświadcznia, znać na pamięć całej kamasutry ani też być specjalnie wygimnastykowana, aby być dobrą w łóżku. Chodzi jedynie o to, by umieć sprawić przyjemność drugiej osobie i samej nauczyć się, jak czerpać satysfakcję z seksu. 1. Nie oceniaj Nigdy nie oceniaj fantazji seksualnych swojego partnera. Ty także bądź w tej kwestii otwarta, przełam się i wyznaj, o czym marzysz. Pamiętaj także o tym, że to tylko fantazja. Nie musisz nic robić wbrew sobie! 2. Bądź kreatywna Kreatywność jest bardzo istotna w łóżku. Seks w niespotykanych miejsach i chęć próbowania nowych rzeczy zawsze podkręcą atmosferę. 5. Próbowanie nowych rzeczy Nigdy nie dowiesz się, czy jesteś dobra w łóżku, jeśli wciąż będziesz powielać te same schematy. Czasami warto zaszaleć. Zaryzykujemy nawet stwierdzeniem, że wielu rzeczy w seksie (choć oczywiście nie wszystkich) warto spróbować choć raz w swoim życiu. Jeśli ufasz swojemu partnerowi i go kochasz, może warto zaryzykować i zapytać samą siebie - dlaczego nie? 6. Poznaj swoje ciało Aby móc pokierować swojego partnera, najpierw sama musisz poznać swoje ciało i dowiedzieć się, co sprawia ci przyjemność. Kobiety często zapominają, jak dużo satysfkacji płynie z masturbacji, szczególnie gdy są w stałym związku. Wielu specjalistów uważa zaś, że dzięki temu możesz polepszyć swoje życie seksualne. 7. Bądź pewna siebie Pewność siebie ma kluczowe znaczenie w łóżku! Przypomnij sobie najlepszy seks w swoim życiu. Jaki był twój partner? Na pewno pełen entuzjazmu i pasji. Możemy się założyć, że nie prosił cię o zgaszenie światła w obawie przed tym, że zobaczysz go całego zupełnie nago, ani też nie narzekał na swoją fałdkę na brzuchu. Mężczyźni nie przykładają uwagi do takich rzeczy. Dlaczego więc my to robimy, tracąc przy okazji całą przyjemność? 3. Myśli na temat seksu Oczywiście nie chodzi o to, aby zmuszać się do sprośnych myśli. Fantazjowanie wpływa jednak bardzo pozytywnie na nasze libido. Dlatego kiedy tylko najdą cię sprośne myśli, nie wypieraj ich. Pozwól sobie na odrobinę takiego relaksu w ciągu dnia. Gwarantujemy, że dzięki temu na pewno wróćisz do domu bardzo podekscytowana! 4. Przedkładanie cudzych potrzeb nad własne Oczywiście, twoje potrzeby także są ważne! Warto jednak traktować swojego partnera w łóżku tak, jak sama chciałabyś być traktowana. Dlatego staraj się robić swojemu ukochanemu niespodzianki. Mamy tu na myśli choćby seks w jego ulubionej pozycji, poranne igraszki (które uwielbia większość facetów) czy miłość francuską. 8. Trochę hałasu i szaleństwa Nie bój się być spontaniczna w łóżku! Jeśli czujesz się cudownie, daj się temu porwać. Tym samym pokaż swojemu partnerowi, że jest ci dobrze! Wielu mężczyzn narzeka na to, że ich kobiety zachowają się w łóżku zbyt cicho. Równocześnie, nigdy nie udawaj, że seks sprawia ci przyjemność, jeśli jest całkowicie odwrotnie. To nie ma sensu. Chodzi przecież o to, abyście oboje czerpali z niego satysfakcję. Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia
Nie napisze o tym, „jak być dobrą matką i nie zwariować?” i nie napisze też o tym „jak wychować drugie dziecko i nie zwariować”, ani o tym „jak być super żoną, matką, kochanką i nie zwariować”. To nie będzie tekst z cyklu mam dziś stresa, bo nie wiem, co na obiad zrobić, a mąż z pracy wraca głodny, ani też o innym stresie z cyklu „bo zupa była za słona”. To będzie tekst o sytuacjach bez wyjścia, w których szukamy rozwiązania, ale niestety nie wszystko, a raczej nic od nas nie zależy. I choć staramy się bardzo zachować względny spokój – niestety – nie wychodzi. Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie jedna z czytelniczek, jedna ze stałych, wiernych czytelniczek mojego bloga, która podczas mojej przerwy czekała na kolejny dodany post. Jeszcze 2 lata temu była jedną ze zwykłych babek, które po prostu czytały moje wypociny i czasem napisały, że fajnie się to czyta, a która teraz z dnia na dzień stała się matką chorego przewlekle dziecka, z którym nie wiadomo, co będzie, jak się będzie rozwijało i ile niewidomych jeszcze go w życiu czeka. Sama przypominam sobie siebie sprzed 6-ciu lat (MASAKRA, jak ten czas leci!!!), kiedy to stanęłam twarzą w twarz z silniejszym wojownikiem, który po kawałku chciał mi zabrać szczęście i miłość do mojej jedynej Karmazynki. To, że teraz jestem w stanie pisać o tym, co wówczas przeżyłam, jest efektem tego, jak bardzo się zmieniłam i jak bardzo zmieniła się moja psychika. Widzieliście z pewnością sprzedawane (głównie nad morzem) koszulki z napisem: PIWO UKSZTAŁTOWAŁO TO WSPANIAŁE CIAŁO, ja mogę śmiało o sobie napisać: DOŚWIADCZENIE W CHOROBIE UKSZTAŁTOWAŁO CHARAKTER I SIŁĘ KARMAZYNOWEJ!!! Nie rymuje się tak pięknie (można nazwać to białym rymem ;), ale jest prawdziwe. Sześć lat temu nie było takich informacji i możliwości, jak dzisiaj. O jakiekolwiek informacje musiałam dopraszać się lekarzy, a oni widząc beznadzieję sytuacji zbywali mnie odpowiedziami typu: „trzeba się nauczyć z tym żyć”, „trzeba być silnym”, „to lepsze niż nowotwór” i w gruncie rzeczy, tak sobie teraz myślę, że w ich mniemaniu i odczuciu, to były „złote rady”, bo jak inaczej pomóc zrozpaczonym rodzicom, którym nie można dać zapewnienia, że ich dziecko kiedykolwiek wyzdrowieje. Do dziś pamiętam, jak nie przestawałam płakać wracając samochodem ze szpitala do domu, bo przecież przy dziecku starał się człowiek być silnym i pokazać, jakim to chojrakiem jest. W tle grało radio, a w nim często leciały piosenki, które idealnie pasowały do obecnie przeżywanej sytuacji: „Nic nie może przecież wiecznie trwać”, „What doesn’t kill You make You stronger” i przy których płakałam jeszcze bardziej. A jak, kiedyś stałam roztrzęsiona na szpitalnym korytarzu, to usłyszałam od pani doktor, że „tak nie można – trzeba być opanowanym”. Pomyślałam wtedy: „co Ty babo możesz wiedzieć? To nie Twoje dziecko jest chore, to nie ty nie masz perspektyw na lepsze jutro i to nie Ty jesteś na moim miejscu”. Teraz z perspektywy czasu widzę to zupełnie inaczej. Wiadomo, żadne z nas nie ma wyciętego układu nerwowego, każde z nas doznaje od kilku do kilkunastu sytuacji stresowych dziennie i każde z nas musi stawić im czoła. Ja sama w swoim życiu miałam mnóstwo sytuacji stresowych, z których teraz się śmieję i zastanawiam się, co to tak naprawdę były za problemy. Jednak dwie sytuacje, które były związane bezpośrednio z moimi dziećmi i ich życiem odbiły się ogromnie na mojej psychice. Jedną sytuację znacie, a o drugiej może kiedyś napiszę. W jaki sposób sobie pomóc? W jaki sposób rozwiązać istniejące problemy? Jak wrócić do normalności? W moim przypadku odpowiedź na pierwszy rzut oka wydaje się banalna: po prostu DAJ SOBIE POMÓC i DAJ SOBIE CZAS!!! Nie bądź Zosią Samosią, która wszystko chce rozwiązać sama, nie potrzebuje niczyjej pomocy, a tak naprawdę, co wieczór wylewa morze łez w poduszkę i pyta Boga, co takiego zrobiła, że ją tak pokarał. Mogę śmiało napisać, że przeszłam depresję i gdybym nie przeanalizowała wówczas usłyszanych od innej osoby słów: „sama sobie nie poradzisz – musisz skorzystać z czyjejś pomocy” , to nie wiem, czy pisałabym do Was teraz taki karmazynowy pamiętnik. Jak, w związku z tym pomogłam samej sobie i jak Ty człowieku zestresowany, w depresji możesz sobie pomóc? Pamiętaj, że to są tylko moje rady i to, co zadziałało u mnie. Nie odpowiadam za Twoje powodzenie lub niepowodzenie, ale i tak myślę, że powinieneś spróbować: znajdź spowiednika, osobę, która Cię wysłucha i której będziesz mógł się wyżalić i wypłakać. To powinna być zaufana osoba, jak mąż, żona, przyjaciel, mama, tata, brat, siostra. Taka osoba, która Cię zna i wie, z jakim aktualnie problemem się borykasz. Uwierz mi, że te osoby widzą więcej niż Ty i obserwując Cię, niejednokrotnie znajdą radę, która będzie lekiem dla Ciebie. I pomimo tego, że możesz się na początku buntować i mówić : „co Ty tam możesz wiedzieć”, „daj mi spokój” , to choć na chwilę się zatrzymaj i zastanów nad sensem tego, co usłyszałeś. Przeanalizuj każde słowo i pomyśl, czy aby na pewno ten ktoś nie ma choć trochę racji. wykręć numer do poradni psychiatrycznej. Ja to zrobiłam, bo czułam, że już nadszedł moment, w którym jestem gotowa na pomoc obcego człowieka. Wizyta za kilka tygodni i szybka reakcja lekarza – skierowanie na psychoterapię, bo w domu jest dwójka małych dzieci potrzebujących mamy. Czy się wstydziłam – wtedy chyba tak, bo nie bardzo chciałam komukolwiek powiedzieć, że chodzę na terapię, ale teraz wiem, że ta terapia uratowała moje zdrowie psychiczne. Uważam, że korzystanie z usług psychiatry i psychologa świadczy o bardzo dużej świadomości człowieka. Psychoterapia, którą przeszłam dała mi wiarę, nadzieję i lepsze myśli. Pani psycholog pokazała mi takie sztuczki i rozwiązania psychologiczne, które stosuję do dnia dzisiejszego, jak tylko czuję, że dzieje się w mojej głowie coś niedobrego. znajdź grupę wsparcia. Walka w pojedynkę jeszcze bardziej dołuje. Najlepszym sposobem jest po prostu dołączenie do grupy wsparcia na Facebooku. Jest tego mnóstwo i coraz bardziej rośnie w siłę. Przecież to logiczne, że wymiana doświadczeń z innymi rodzicami, czy innymi ludźmi w podobnych sytuacjach, to zdobywanie nowej wiedzy i pewnego rodzaju rozwój w danej dziedzinie. Niejednokrotnie Ci ludzie przechodzili podobną ścieżkę do naszej i dzielą się swoimi doświadczeniami. Nie musisz się od razu tam udzielać, wystarczy, że na początek poczytasz, jak radzą sobie inni, a z pewnością wyciągniesz potrzebne dla Ciebie wnioski. I nie buntuj się mówiąc: „nie chcę Facebooka, to głupota” – głupotą jest to, że nie dasz sobie pomóc. czytaj, czytaj, czytaj, ale nie non stop WIKIPEDIĘ, ale kup sobie co jakiś czas jakąś fajną książkę podnoszącą na duchu. Bardzo polecam książki Beaty Pawlikowskiej. Do jej „Kursu Szczęścia” wracałam już kilka razy. uspokój umysł – tak wiem łatwo powiedzieć, ale jednak człowiek spokojny łatwiej godzi się z różnymi przeciwnościami losu i potrafi w tych przeciwnościach odnaleźć pozytywy. Jak osiągnąć taki stan – każdy musi sam znaleźć dla siebie złoty środek. Dla jednych to będzie joga, dla innych medytacje, jeszcze inni uciekną w sport, a kolejni w pasję. Ja uspokajam się w ciszy na łonie natury, najlepiej blisko wody. Szukam fajnych miejsc, które są malownicze i obserwuję, w taki sposób najszybciej się uspokajam i jednocześnie ładuję akumulatory. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś spokój umysłu osiągałam poprzez fizyczne wyładowania – ten czas już minął bezpowrotnie 😉 Pociesz się, że sytuacji bez wyjścia, w Twoim życiu nie będzie zbyt wiele, ale jednak mogą Cię spotkać. Zapamiętaj sobie znaną maksymę „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Ja w sytuacjach kryzysowych powtarzam ją jak mantrę. Tak naprawdę mówię jeszcze do siebie: JEŚLI NIE MAM NA TO WPŁYWU, TO PO CO SIĘ MARTWIĆ…. i tak nic nie zdziałam, ale do tego wniosku trzeba dorosnąć i zdobyć naprawdę dużo wiedzy tajemnej 😉 Powodzenia w Waszej walce!!! Jeśli jeszcze nie wiesz, to jestem również na Facebooku TUTAJ – będzie mi niezmiernie miło, jak polubisz mój Funpage, a także na Instagramie i również fantastycznie się poczuję, jeżeli zaczniesz mnie obserwować 🙂 więcej wpisów od Karolina Jestem Karolina - Hashimotka i Matka Reumatyczki, która dietą i zmianą stylu życia powstrzymała szalejące w organizmie bomby autoimmunologiczne. Pasjonatka zdrowego żywienia i trybu życia-dyplomowany dietetyk. Miłośniczka Warmii i Mazur. Wielbicielka podróży :) Tych bliskich i tych dalszych. Baba z głową pełną pomysłów, której wszędzie pełno, "nienadążająca za swoimi ambicjami". Dużo się uśmiecham i dużo przeklinam. Odwiedzam ciekawe i fajne miejsca, podróżuję, zajadam pyszne jedzenie, dbam w sposób naturalny o zdrowie swoje i swojej Rodziny, rozpisuję diety i tym wszystkim dzielę się z Wami na moim blogu-tworzę dla Was, ale też dla siebie, żebym mogła za kilkadziesiąt lat usiąść i poczytać, jak fajną byłam babką;) KMB karolinamazanberent@
Ach, powrót do szkoły. Jedne matki się cieszą, bo wróci rutyna, nie trzeba się codziennie głowić nad wymyślaniem rozrywek, w domu będą miały jedno dziecko mniej (pomnożyć razy ilość dzieci w placówkach), niektóre zostaną zupełnie same i przez pierwszych kilka dni będą słuchać ciszy i koić skołatane nerwy nad filiżanką tym razem gorącej kawy. Jeszcze inne martwią się, jak pogodzą etat, dojazdy do szkoły, do przedszkola, do żłobka, wszędzie na czas i bez fochów, zadania domowe, zakupy, obowiązki i jeszcze gdzieś w tym wszystkim magicznie trzeba odnaleźć odrobinę czasu dla siebie, czas z partnerem, czas na sport, rozwój. Jest jeszcze grupa matek, które najbardziej boją się rywalizacji. Tego wykańczającego ostrzału innych matek, które patrzą, oceniają, brwi unoszą. Blee. Od tego wszystkiego aż głowa puchnie. Jak być matką i nie zwariować? Bo to czasami jest tak. Wstałaś wcześniej, obiecałaś sobie, że będziesz ogarnięta, wyprasowana, będziesz oazą spokoju, ale wszechświat miał jednak inne plany, a Twoje dzieci akurat się założyły, kto szybciej wyprowadzi Cię z równowagi. O 7:45 rano masz wrażenie, że to był bardzo długi dzień. Wpadasz do placówki zziajana, pot po tyłku leci, znowu nie miałaś gdzie zaparkować, zapomniałaś gotówki na szkolną wycieczkę, włosy upięłaś byle jak, bo na nic innego czasu nie starczyło, młodsze dziecko jest zapłakane, po 40 minutowej batalii, której, gdyby nie wizja choroby, o mało nie przegrałaś – znowu chciało z domu wyjść w kostiumie kąpielowym, choć jest 10 stopni. I tak zderzasz się z matką idealną i jej pogardliwym spojrzeniem. Znowu nie dałaś rady. Jakie to szczęście, że doskonale wiesz, że ona akurat DZISIAJ ma lepszy dzień od Twojego, a może wcale nie ma, tylko tak gra? To nie jest pocieszenie, ani nawet porównanie. Po prostu – jak być matką i nie zwariować? Raz na zawsze uwierzyć, że matek idealnych nie ma. Wiesz to, prawda?Musisz umieć realnie ocenić swoje możliwości, bo wszystkiego się nie da. Wszystko mogą tylko laski z mediów społecznościowych, które nigdy nie są zmęczone, mają zawsze ładnie ułożone włosy, jędrny tyłek, a ich dzieci są uśmiechnięte, bawią się na białym dywanie w drogich stylówkach. Nikt z nas jednak nie widuje takich osób na żywo. Widziałam kilka bardzo znanych blogerek w akcji. Nie na zdjęciu już trochę inaczej wyglądały te ich idealne dzieci, uda też jakby grubsze, a twarz bez miliona filtrów – z przebarwieniami, zmarszczkami i worami pod oczami, jak moja czy Twoja. Wszystkie siedzimy w tym po uszy, niektóre tylko lepiej udają! A pomiędzy idealnym ujęciem jest milion całkiem zwyczajnych minut. Żeby jakoś przeżyć macierzyństwo, potrzeba dystansu. Trzeba umieć wypośrodkować. Dzisiaj ugotujesz trzydaniowy obiad, posprzątasz jak w pięciogwiazdkowym hotelu, narysujesz, zaśpiewasz, ulepisz, wypierzesz, wyprasujesz, a potem jeszcze usta umalujesz i z podniesioną głową wparujesz do szkoły, czując, że właśnie rzygasz tęczą. A jutro? Może już jutro będzie ten dzień, kiedy od rana wkurzy Cię wszystko. Ten dzień, kiedy głowa, po niespokojnej nocy, przerywanej czuwaniem, a w końcu pobudce o 5, nie przestanie boleć. Dzień, w którym do 17 będziesz snuła się po domu w piżamie, z rozbabranym każdym kątem, z niedokończonym obiadem i odkurzaczem od rana na środku salonu. Dzień, w którym starczy sił tyko na zamienienie piżamy na rozciągnięty dres, energii na zamówienie pizzy i puszczenie dzieciom bajki. A potem modlenie się o przetrwanie do 19. Dzień, w którym rozczarowanie macierzyństwem sięga znaleźć złoty środek, cieszyć się ze zwykłych dni, w które jakoś jest, jak i z tych wspaniałych i wyjątkowych. Te kiepskie przeczekać, przeżyć, zapomnieć. Wszystkiego się nie da! Nigdy nie bierz udziału w konkursach na matkę roku, na żonę idealną, na perfekcyjną panią domu, na pracownika dekady. Po co? Dzieci innych ludzi są ZAWSZE mądrzejsze, sprytniejsze, grzeczniejsze, szybsze, ładniejsze i do wyboru – jeśli Twoje jest brudaskiem, jej jest czyścioszkiem, jeśli Twoje jest niejadkiem – jej je wszystko, Twoje jest śmiałe – co Ty wiesz o życiu z nieśmiałym dzieckiem, Twoje śpi do późna – bez sensu, lepiej wstawać o 4 przynajmniej oni mają więcej czasu razem! Kumasz, co chcę powiedzieć? TO NIE MA SENSU! Nigdy w życiu tego nie wygrasz. A skoro nie wygrasz, to po co w ogóle startować? Jak być matką i nie zwariować? Zaufaj sobie i rób tak, jak dobrze jest dla Ciebie, Twoich dzieci i Twojej rodziny. Nie teściowej czy Halince spod czwórki. TOBIE. Mam koleżankę, której dzieci notorycznie jedzą płatki z mlekiem na kolację. No i co? Jedzą, bo lubią, są okazami zdrowia, a ona z matek, które robią własne przetwory, jedzą ekologicznie i ultrazdrowo, nie jest to kwestia ani lenistwa, ani wygody (a nawet gdyby to co, na stos z nią?). Ale dzieci przy kolacji robiły cyrki, raz tatuś podał płatki i było bez focha. Działa? Działa. Okazjonalnie próbuje im coś innego zaproponować, ale lubią płatki, a ona nie czuje potrzeby z tym walczyć. Woli spokój i miłą atmosferę. Przecież do końca życia tak nie będzie, przeczeka. Swoje dzieci odpieluchowałam, kiedy były na to gotowe, smoczki odstawiłam, kiedy dla mnie nadeszła najlepsza na to pora, dawałam i zupki kremiki, które gotowałam po nocach, na rowerze nauczyły się jeździć wtedy, kiedy chciały. Nie żyję standardowo, dlaczego więc miałabym swoje dzieci wciskać w ciasne pudełko podręcznikowych wyznaczników? Co mi to da oprócz stresu, nieprzespanych nocy i nerwów? Wychowując trojaczki od początku byłam skazana na porażkę. Kiedy to zrozumiałam, rozdałam wszystkie poradniki, odlubiłam wszystkie strony, które próbowały, pod płaszczykiem dobrych rad, wpędzić mnie w poczucie winy, koleżanki ograniczyłam do tych, które nie chcą się tylko pocieszyć, że w porównaniu ze mną mają gorzej/lepiej/bardziej. Od dawna robię tak, żeby grało i buczało. Jeśli jakaś metoda działa u Ciebie w domu – jest dla Ciebie niezawodna – to jest najlepsza metoda. Brawo Ty! Absolutnie nikt nie ma prawa Cię za to krytykować i się wtrącać. Raczej powinni bić Ci prawo – jesteś to nie Instagram, gdzie wszyscy wrzucamy zwykle najlepsze ujęcie. W życiu, podobnie jak w aparacie, mamy tylko jedno dobre zdjęcie, a na innych siata z biedry na drugim planie, otwarte drzwi do kibla, pięćdziesiąt zdjęć z pryszczem na nosie, z modnych poszarpanych dżinsów wystają majty z golfem, na stole kulinarny przegląd tygodnia, na salonach przytulny burdel, ktoś ziewa, ktoś zamknął oczy, ktoś płacze, kogoś boli głowa, zabrakło mleka, a na wycieraczce stoją ubłocone buciory. Życie no. Jak być matką i nie zwariować? Nie daj się. Nie wierz w te iluzje, tylko rób swoje, żeby babeczka z lustra od czasu do czasu witała Cię uśmiechnięta od ucha do ucha, z kciukiem podniesionym w górę i mrugająca okiem. Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna masz na nic czasu, w szczególności dla siebie? Kup moje autorskie produkty, które pomogą w ogarnianiu rzeczywistości. Stworzone przez matkę trojaczków – to działa! SKLEP. Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Przymierzasz się do pierwszych wczasów z rodziną w kamperze? Fantastycznie! Pojazd ten umożliwia swobodne przemieszczanie się i częstą zmianę lokalizacji, zatem dzięki niemu można zobaczyć wiele miejsc. Czasami jednak pojawia się mały problem. W jaki sposób bowiem poradzić sobie w trzy lub cztery osoby na tak małej przestrzeni? Przecież każdy potrzebuje odrobiny prywatności, a także komfortowego miejsca do odpoczynku. Jak więc przyjemne spędzić czas z domownikami w jednym kamperze i jednocześnie… nie zwariować? Sprawdź kilka ciekawych pomysłów i dowiedz się, czy jest to szukasz więcej porad i inspiracji, sprawdź także zebrane w tym miejscu artykuły z polecanymi produktami. Jak przeżyć wakacje w jednym kamperze z całą rodziną? Wolna przestrzeń to absolutna podstawa Członkowie rodziny, którzy wybierają się na wspólną wyprawę kamperem, powinni mieć zapewnioną minimalną przestrzeń do wypoczynku, zrelaksowania się i „ucieczki przed światem”. Każdy musi mieć w pojeździe swój mały kąt, w którym będzie mógł się położyć, poczytać książkę czy posłuchać muzyki, żeby nie zwariować. To bardzo ważne, ponieważ taka strefa daje poczucie bezpieczeństwa oraz komfortu, a także zapewnia dostęp do prywatnej przestrzeni. Wiadomo, kampery nie są bardzo dużymi pojazdami do podróżowania i odpoczywania w osobnych pomieszczeniach – no, chyba że ma się sporą sumę pieniędzy na zainwestowanie w ogromny kamper rodem z luksusowego katalogu. W klasycznych kamperach miejsca na prywatność zwykle jednak nie ma zbyt wiele. Ciężko jest wobec tego w sprytny sposób schować potrzebny sprzęt na wyprawę, a co dopiero samemu ukryć się przed resztą domowników. Warto zadbać jednak o dobre zagospodarowanie przestrzeni w pojeździe – a to już jak najbardziej da się zrobić. Co zrobić, aby każdy z domowników poczuł się znacznie lepiej? Wystarczy uporządkować miejsce w kamperze tak, aby nikt nikomu nie wchodził na głowę. Każdy z członków rodziny powinien mieć swoją małą przestrzeń na prywatne przedmioty, do której tylko oni będą mieć dostęp. Jeśli tylko chcecie, miejsca do spania również da się rozdzielić, a raczej odgrodzić specjalnymi zasłonkami, które dadzą wrażenie intymności i osobnego pomieszczenia. Tylko w ten sposób będzie można spokojnie, wygodnie i komfortowo spędzić wspólne wakacje w kamperze. Wskazane są również rozwiązania typu szuflady, ukryte wnęki oraz sprytnie ukryte schowki. Należy się nimi podzielić z rodziną tak, aby każdy domownik mógł sobie zorganizować prywatną przestrzeń. Porządek musi być! Mieszkając w jednym kamperze, należy zadbać o przestrzeń, którą się zajmuje. Każdy z uczestników wyprawy powinien wobec tego zatroszczyć się o swój kąt i pilnować w nim porządku. Najlepiej robić to codziennie, żeby nie powstawał zbędny harmider i bałagan. Niezależnie od tego, czy nam się chce, czy może niekoniecznie, powinniśmy po sobie sprzątać. Nie można myśleć tylko o swojej wygodzie, ale o komforcie wszystkich mieszkających w kamperze. Po co biegać za sobą i każdego dnia sprzątać jeden po drugim? Nie rzucaj rzeczami, jak popadnie. Nie odkładaj swoich przedmiotów w miejsca, które zostały zajęte przez innych domowników. Nie wyrzucaj też śmieci tam, gdzie nie jest ich miejsce. Wystarczy, że każdy dokładnie sprzątnie po sobie – to bardzo poprawi wspólne funkcjonowanie w pojeździe na wakacjach. Jak zadbać o porządek w kamperze? Zupełnie tak samo, jak w domu! W przypadku kampera nie zmienia się kompletnie nic – ba, w tak małej przestrzeni powinno się jeszcze bardziej postarać o wygodę i czystą przestrzeń. Powierzchnia do mieszkania jest mała, więc teoretycznie powinno być łatwiej ją sprzątnąć, prawda? Każda wyciągnięta z kampera rzecz musi zostać odłożona na swoje miejsce. Jeśli będziemy odstawiać rzeczy w inne kąty, już w jeden dzień można doprowadzić do dezorganizacji całej przestrzeni. Niestety, ale tym sposobem całkowicie zaburzyć można również funkcjonalność pojazdu. Nie można zapominać o tym, że dobrze zorganizowana przestrzeń to podstawa udanych wakacji z rodziną w kamperze. Nawet jedna rzecz rzucona w kąt potrafi wywołać lawinę niepotrzebnych nieporozumień i doprowadzić do niekomfortowych sytuacji. W domu bywa podobnie – za jedną nieodłożoną rzeczą w ruch pójdą kolejne. Może to poważnie zaburzyć harmonijne i wygodne funkcjonowanie całej rodziny na tak małej przestrzeni, jaką jest kamper. Sprawdź także ten artykuł z poradami, jak spakować się na wakacje na kempingu. Oszczędność czasu i pieniędzy, czyli gotowanie w kamperze Jak jeszcze można sprawić, że życie w kamperze na wakacjach będzie nie tylko wygodne, ale i bardziej oszczędne? Warto przynajmniej raz na jakiś czas przyrządzać posiłki w pojeździe. Niech będą to śniadania i kolacje albo inne wybrane dania. Gotowanie w pewnym sensie jest również bardzo dużym ułatwieniem i udogodnieniem w podróży. Jeśli w kamperze jest wystarczająco dużo miejsca, można razem z rodziną zrobić większy zapas jedzenia i wspólnie gotować obiady czy przyrządzać kolacje. Taka prosta czynność potrafi zjednoczyć domowników, ale też zapewnić spore oszczędności, które wykorzystać można na wakacyjne wydatki – bilety wstępu do muzeum, pamiątki czy wizyty w różnych ciekawych miejscach. Kupując produkty żywnościowe, należy jednak brać poprawkę na to, że cała rodzina śpi w jednym w pojeździe. Zdecydowanie najlepiej będzie postawić wobec tego na zamknięte i bardzo szczelnie opakowania. Dlaczego to takie ważne? Wówczas nikogo nie będzie irytował bowiem zapach, który może wydobywać się z otwartych pojemników. Niestety, ale ostra woń jedzenia może sprawiać ogromny dyskomfort i tym samym utrudniać przyjemny wypoczynek w kamperze. Trzeba więc pamiętać o szukaniu dogodnych rozwiązań dla wszystkich. Gotowanie posiłków może okazać się też znakomitą oszczędnością zarówno pieniędzy, jak i czasu. Po co spędzać go na poszukiwaniu restauracji w okolicy? Jeśli wybierasz się z rodziną w miejsce z dala od dużego miasta, gotowanie w kamperze może być wręcz prawdziwym udogodnieniem. Urlop w kamperze z rodziną – jak żyć razem w jednym pojeździe? Kto nie będzie miał łatwo w kamperze? Wróćmy jeszcze na moment do tematu porządku w pojeździe. Istnieje bowiem grupa osób, która może mieć ogromny problem z funkcjonowaniem na tak małej przestrzeni, jaką jest kamper. Wakacje w nim mogą być naprawdę super, jednak nie każdy nadaje się do tego rodzaju wypoczynku. Nie przepadasz za zbyt długą jazdą samochodem? A może źle czujesz się w małej przestrzeni? Jest więc niemal pewne, że źle zniesiesz wakacje w kamperze. W pojeździe nie ma zbyt wiele miejsca, aby każdy z domowników naprawdę dobrze się wyspał – tym bardziej, jeśli ma się problemy ze snem. Łóżka trzeba składać, a potem je rozkładać. Poza tym nie w każdym kamperze istnieje możliwość całkowitego osłonięcia się od innych domowników. Jeśli czujesz, że brak pełnej intymności wywoła u ciebie dyskomfort, wczasy w kamperze mogą okazać się bardzo problematyczne. Kłopot z wakacjami w kamperze będą mieć również pedanci – osoby, które wokół siebie muszą mieć wszystko starannie poukładane. Pedanci potrzebują harmonii, a taką zapewnia porządek przestrzeni. W kamperze naprawdę ciężko o ład i regularne sprzątanie. Zwłaszcza gdy jeden z domowników ma duży problem z odkładaniem rzeczy na swoje miejsce. Przecież nie da się co rusz po kimś sprzątać, prawda? Pedanci, widząc nieład, od razu wpadają w zły humor. Bałagan w kamperze może okazać się prawdziwą męką jednak nie tylko dla pedantów lubiących ład, ale i dla ludzi, którzy chcą zwyczajnie odpocząć od codzienności. Wakacje to przecież nie czas na codzienną krzątaninę domową, od której chcemy na chwilę uciec. Dostosowanie pojazdu do potrzeb domowników Aby wygodnie i komfortowo mieszkać w kamperze z całą rodziną, należy zadbać o kilka istotnych szczegółów. Przede wszystkim dostosować trzeba pojazd do potrzeb wszystkich domowników – nie tylko do swoich. Wówczas każdy będzie mógł poczuć się w pojeździe naprawdę swobodnie. Jeśli pojawia się zapotrzebowanie na media, wodę czy gaz, należy to niezwłocznie zapewnić. Warto od razu uprzedzić, że bardzo ciężko jest od razu oszacować dokładną całość wydatków koniecznych na prąd czy wodę, jaką zużyje się podczas wyprawy. Aby zrobić to w poprawny sposób, trzeba będzie nie jednego, a kilku wyjazdów. Co jeszcze zrobić, aby domownicy poczuli się naprawdę komfortowo, mieszkając ze sobą w jednym kamperze? Należy przede wszystkim dostosowywać go nie tylko do potrzeb osobistych, ale przede wszystkim do preferencji spędzania wolnego czasu przez pozostałych członków rodziny. Fakt, uczenie się wspólnego życia w kamperze czasem zajmuje trochę czasu. Jednak warto, a nawet trzeba się tej nauki podjąć. Tylko w ten sposób, mieszkając ze sobą, rozmawiając o potrzebach i nanosząc poprawki, można bowiem ułatwić sobie wspólne wakacje. Wakacje w kamperze z rodziną – czy to w ogóle możliwe do zorganizowania? Jeśli przymierzasz się do pierwszych wczasów z rodziną w kamperze, na pewno przez głowę przeszła ci myśl, czy jest to w ogóle możliwe. Odnajdziecie się na jednej przestrzeni? Dacie radę zorganizować sobie dobre miejsce do odpoczynku? Czy w ten sposób, podróżując na czterech kółkach z całym bagażem i miejscem do spania, da się spędzić fajne wakacje? Tak, jest to możliwe! Wystarczy przestrzegać jedynie wszystkich wymienionych w artykule zasad i bezwzględnie się starać, aby nie wchodzić sobie na głowę. Każdy z nas potrzebuje odpocząć. Każdy musi się dobrze wyspać. Każdy czasami ma ochotę uciec od reszty domowników i pobyć sam na sam ze sobą. Jeśli kamper nie pozwala na robienie tego wszystkim naraz, warto pomyśleć o rozbudowaniu przestrzeni na czterech kółkach. Jak rozdzielić się z rodziną na czas odpoczynku? Doskonałym rozwiązaniem może być rozłożenie dużego namiotu przed kamperem, w którym będzie mogła zrelaksować się, a nawet każdego dnia spać część domowników. Jeśli taka opcja przejdzie, dla reszty pozostanie o wiele więcej miejsca w kamperze. Jak widzisz, wakacje w kamperze to nie tylko sztuka kompromisów, ale i poszukiwanie dogodnych dla wszystkich alternatyw. Każdy uczestnik wyprawy powinien mieć stale otwarty umysł i być gotowy na ewentualną szybką zmianę planów. Musi też otworzyć się na potrzeby i wymagania pozostałych uczestników podróży. Najważniejsza okazuje się wobec tego… rozmowa. To właśnie dzięki niej można dojść bowiem do najlepszych rozwiązań i znaleźć taki pomysł, który sprawi, że rodzina będzie naprawdę zadowolona ze wspólnych wakacji w kamperze. Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny? Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny
jak być kochanką i nie zwariować